5 rzeczy, które zaczęłam robić w 2020 r.

23 grudnia 2020

Dla wielu z nas ten rok okazał się zupełnie inny niż poprzednie lata. Pandemia, która rozpoczęła się w marcu, pokrzyżowała plany niejednej osobie, a cele, które sobie wyznaczyłyśmy, stały się często niemożliwe do realizacji. W zamian za to można było skupić się na czymś, na co dotąd nie miałyśmy czasu, a w moim przypadku były wielu lat odkładane.

Wcześniej moje życie zawodowe było bardzo intensywne i kręciło się głównie wokół eventów. W  2017 r. zorganizowałam ponad 40 wydarzeń w ciągu roku. W kolejnych latach było ich już kilkanaście, ale często były też dużo większym przedsięwzięciem. Ten rok zaczął się równie intensywnie. Styczeń rozpoczął się od organizacji 2 dużych eventów: Corpo exit oraz Przytul siebie przez adeptki Szkoły. Pod koniec stycznia świętowałyśmy zakończenie Szkoły Liderek oraz nasze sukcesy na ostatnim zjeździe w Columna Medica. 23 lutego odbyło się dwudniowe Forum Inwestorek w Warszawie, w którym wzięło udział ponad 200 Kobiet. Jest to duży projekt i przedsięwzięcie, do którego przygotowywałam się przez kilka miesięcy. Na drugi dzień po zakończeniu forum wyleciałam z grupą ponad 20. kobiet na Zanzibar na duchową wyprawę, którą współorganizowałam. Gdy wróciłam na początku marca, znaleźliśmy się już w innej rzeczywistość. Nie miałam większych planów na kolejne miesiące, ale i tak lockdown sparaliżował moje działania.

Kiedyś, kiedy dużo pracowałam – właśnie po roku 2017, bardzo odczuło to moje ciało, zaczęłam chorować. Niby nic wielkiego, ale często byłam zmęczona i nie mogłam wręcz patrzeć na laptopa. Sprzęty elektroniczne zresztą notorycznie mi się psuły. Wierzę, że wszechświat dąży do harmonii i równowagi więc gdy przeciążyłam swój organizm, to on sam zaczął się wyłączać, dając mi znak, że czas na odpoczynek.

Myślę, że podobnie było z pandemią. Świat był tak bardzo rozpędzony i tak gnał do przodu, że wszechświat zatrzymał nas w domach, abyśmy po prostu się uspokoili.

Tak, jak większość z nas, przez lockdown zaczęłam więcej czasu spędzać w domu. Odpadła nie tylko organizacja wydarzeń, ale nawet mniejsze spotkania ze znajomymi. Oto 5 rzeczy, które wypracowałam dla siebie w tym okresie.

1. Zaczęłam codziennie ćwiczyć

„Wyznaczaj łatwo osiągalne cele, nie ustawaj w zbliżaniu się do nich”. – filozofia keizen.

Nigdy nie byłam konsekwentna w chodzeniu na siłownię czy żadne zajęcia fizyczne. Mój grafik zakładał wiele wyjazdów, a w trybie życia, który prowadziłam, ciężko było zaplanować coś regularnego. Przez to, że nagle codziennie siedziałam w domu, pomyślałam, że nie mam już wymówek.

Naprawdę trudno mi było zmotywować się do ćwiczeń. Kiedyś po 45 minutach treningu byłam wykończona i zniechęcona do kolejnych. Tym razem podeszłam do tego metodą keizen, kierując się jej zasadą, że do zmiany na lepsze dochodzi się małymi krokami. Krótki czas, ale codziennie. Podzieliłam 45-minutowy trening Ewy Chodakowskiej na 3 części i po prostu codziennie ćwiczyłam 15 minut. 15 minut to na tyle mało, aby wciąż ćwiczyć, nie być padniętą i nie zniechęcać się. Nie jest to też aż tak długi czas, aby nie móc wygospodarować go w ciągu dnia. U mnie ta technika bardzo się sprawdziła. Krótki czas, ale codziennie.

2. Zaczęłam pić soki

Być może dla większości osób nie jest to żadnym wyczynem, ale dla mnie owszem. Prowadzę nieregularny i niezdrowy tryb życia. Brakuje mi czasu dla siebie i utrzymanie zdrowej diety. Przez siedzenie w domu znalazłam czas, aby wyciągnąć wyciskarkę wolnoobrotową, którą kupiłam jeszcze 2 lata temu. Okazało się, że nie jest ona aż tak trudna w obsłudze, jak mi się wydawało. 😊

Codziennie rano pierwszą moją czynnością stało się wyciskanie soku. Będąc w domu, było mi dużo łatwiej zaplanować zakupy oraz wdrożyć nowe nawyki. A nawyki fajnie jest ze sobą łączyć, więc ćwiczenia połączyłam z piciem soków. Do tego zaczęłam dokładać branie suplementów. Wszystko to sprawiło, że zaczęłam się dużo lepiej czuć. Wreszcie realizuję cele, które zawsze wpisywałam na moją listę, ale szaleństwo wydarzeń i podróży skutecznie mi to utrudniało.

3. Zaczęłam gotować!

Nigdy nie lubiłam i nie umiałam gotować. A być może jedno jest połączone z drugim. Co roku na moją listę celów wpisywałam: nauczyć się i zacząć gotować. Samo siedzenie w domu też nie bardzo mnie do tego zachęciło. Wszystko odmieniło się po zakupie Thermomixa. Zaczęłam gotować potrawy, o jakich nawet wcześniej mi się nie śniło. Z osoby, która z przypraw miała tylko sól i pieprz, po 2 miesiącach miałam już ich pełny koszyczek. I nie piszę tego po to, aby zareklamować produkt. Doszłam do wniosku, że jeśli czegoś nie robisz, mimo że chcesz, to może warto wesprzeć się jakimś sprzętem. Jesteśmy uczeni, aby wszystko robić starą metodą z dziada pradziada, a przy tym urobić się. Tymczasem może warto zainwestować w sprzęt i po prostu ułatwić sobie życie. Oczywiście nie musi to dotyczyć tylko gotowania, ale na przykład sprzątania i innych czynności ogólnie. Co więcej, gotowanie przy pomocy Thermomixa zachęciło mnie do gotowania tradycyjnego, wręcz mnie odblokowało.

4. Zaczęłam jeździć samochodem.

Ten podpunkt jest bezpośrednio połączony z poprzednim. Zaczęłam jeździć, ponieważ wsiadłam do samochodu z automatyczną skrzynią biegów. Mam prawo jazdy już od 10 lat, ale nie lubiłam jeździć i unikałam tego, jak tylko mogłam. Nigdy nie jeździłam samochodem z automatyczną skrzynią biegów i nie sądziłam, że sprawi to aż taką różnicę. W ogóle samochód, w którym dużo rzeczy jest zautomatyzowanych, okazał się rozwiązaniem wielu moich lęków związanych z prowadzeniem auta. I znów okazało się, że robienie czegoś w stary, tradycyjny sposób powodowało, że nie dla wszystkich są to dobre rozwiązania – mam na myśli tutaj tradycyjną skrzynię biegów. Może warto się zastanowić, jak ułatwić sobie życie i dzięki temu ruszyć do przodu. 😊

5. Zaczęłam regularnie sprzątać

Brzmi banalnie, a jednak. Okazało się, że skoro tyle czasu spędzam w mieszkaniu – może warto byłoby zadbać o tę przestrzeń. Przeczytałam świetną książkę „W domu jak w raju” Diany Quan. Okazuje się, że sprzątanie jest jedną z metod utrzymywania harmonii i osiągania spokoju. Pozbyłam się wszystkich rzeczy, które niepotrzebnie zawalały mi szuflady. Mniejsze sprzątanie obróciło się w lekki remont – malowanie ścian, wymianę zasłon na bardziej naturalne. Wszystko zgodnie ze wskazówkami z książki.  W konsekwencji zmieniłam się nieco ja sama. 😊

 

A teraz zadanie dla Ciebie. Wypisz wszystkie cele, których nie udało Ci się zrealizować w 2020 r. oraz w poprzednich latach. Cele, które przerzucane są z roku na rok. Co musi się wydarzyć, abyś mogła je wreszcie zrealizować? Jakie okoliczności muszą nastąpić i jak możesz te okoliczności wykreować?